Robert Podstawski nie tylko gra w tenisa, a się nim fascynuje. Do tego stopnia, że w domu stworzył kolekcję rakiet. No i na kortach poznał żonę.
Codziennie o godzinie 10 biega wokół Kortowa, gdzie mieszka z żoną Małgorzatą i pięcioletnią córką Anią. Z zawodu jest nauczycielem akademickim Studium Wychowania Fizycznego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.
- Mam zamiar otworzyć przewód doktorski – mówi Robert Podstawski. Oprócz tego jest trenerem II klasy tenisa ziemnego i prezesem klubu tenisowego AZS UWM Olsztyn.
- Zaraził mnie tym sportem – mówi żona Małgorzata. – Też zrobiłam kurs trenerski. Byłam jego studentką i tak się poznaliśmy.
- Jestem masażystą i pamiętam, że w 1993 roku byłem trenerem odnowy biologicznej kadry hokeistów i narciarzy przygotowujących się do Uniwersjady w Zakopanem.
Kolekcja pana Roberta liczy 50 rakiet. Dwadzieścia jeden wisi nad gustownie urządzonym blatem barowym w kuchni.
- Od dwóch lat urządzam tę wystawę – chwali się pan Robert. – Moim najstarszym okazem jest rakieta Riva firmy Record. Jeszcze sprzed wojny. Jest ręcznie klejona, a naciąg siatki wykonany jest z naturalnych jelit baranich. Dziś naciągi robi się z włókien poliestrowych.
Pan Robert nauczył się robić naciągi w wieku 12 lat.
- Koszt takiego naciągnięcia to 20 złotych robocizny – mówi. – Najdroższe naturalne siatki o grubości 1,1 cm kosztują 178 złotych i wytrzymująÉ pół godziny grania. Tańsze są poliestrowe, szpula kosztuje 250 zł i wystarcza na 20 rakiet.
Rekord Podstawskiego to naciąg w czasie 10 minut (normalnie 20-30). Dobry naciągacz jest w stanie naprawić około 15 rakiet dziennie.
- Raz miałem pecha na turnieju Stomil Cup po dwóch naciągnięciach miałem ręce zdarte do krwi – wspomina.
- Byłem harcerzem, jeździłem na obozy, ale zaganiali mnie do gotowania. W liceum już wiedziałem, że wybiorę Akademię Wychowania Fizycznego – mówi pan Robert.
AWF w Krakowie skończył w 1995 roku z dyplomem trenera II klasy. Dwa lata później otrzymał certyfikat trenerski od samego Richarda Schoenborna, który był trenerem Steffi Graf, Borisa Beckera i Anke Huber. Niedługo państwa Podstawskich czeka wyjazd do Paryża na turniej Roland Garros, w nagrodę za zwycięstwo w mikście amatorskiego turnieju Peugeota. To będzie pierwszy wielki wyjazd.
- Lubię podróżować. Na razie zwiedziłem byłe kraje socjalistyczne. Byłem w Kaliningradzie, w Muzeum Bursztynu. Najbardziej podobało mi się w Budapeszcie.
W mieszkaniu baraszkuje pięcioletnia córka Ania. Rakietę w ręku miała już w wieku 12 miesięcy. Plany wychowania Ani Podstawscy mają sprecyzowane. Nic na siłę. Na razie sposób amerykański. Polega on na tym, że od czwartego roku życia gimnastyka dwa trzy, razy w tygodniu, aby rozwinąć koordynację ruchową, potem trenować wytrzymałość.
- Robert marzy, że Ania będzie lepsza od Magdaleny Grzybowskiej i Aleksandry Olszy – mówi pani Małgorzata. – Chcemy ją zapisać do Szkoły Mistrzostwa Sportowego przy ulicy Gietkowskiej.
- Ja miałem pierwszy raz rakietkę w ręku w wieku 9 lat, taką packę, jak to wtedy nazywaliśmy. Pamiętam, że kosztowała 5 złotych. Ania jest szybsza ode mnie – mówi dumny tata.
- Mąż rzadko bywa w domu – mówi pani Małgorzata. – Albo na kortach, albo na jakiś konferencjach tenisowych. Nie zabronię mu tego. Dobrze, że w telewizji nie pokazują tenisa non stop.
Po mieszkaniu roznosi się znakomity zapach pieczarek.
- Miał ochotę na naleśniki z pieczarkami, ale najbardziej lubi rybę po grecku i jeża czekoladowego – mówi żona. – Podniebienie ma tradycjonalne.
Poza tenisem Roberta Podstawskiego interesuje kultura japońska i filozofia wschodu.
- Przede wszystkim myśli i sentencje. Prowadzę taki pamiętnik, w którym je zapisuję – mówi pan Robert. – Moja ulubiona to taka: ,Do duszy absolutnie wolnej od myśli i emocji nawet tygrysowi nie uda się wsunąć swych pazurów”.
Autor artykułu: Maciej Zdanowicz