Zapytaliśmy kilkoro olsztyńskich VIP- ów o to, jak wspominają swoje matury. W czasach, kiedy zdawali egzamin dojrzałości, nie było Internetu. Ale tak jak dziś korzystali ze ściąg, obawiali się czarnego kota i surowych egzaminatorów. Maturą żyje cały dom maturzysty. Nawet gdy kojarzy się z męczarnią, wspomina się ją z ochotą.
Zofia Nasierowska- Majewska, fotografik:
- Kiedy pani zdawała maturę?
- Aż wstyd przyznać, chyba 42 lata temu, jako absolwentka pięcioletniego Technikum Fotograficznego. Pamiętam doskonale to wydarzenie, ponieważ musiałam ściąć włosy, żeby wyglądać, jak na maturzystkę przystało. Nie bałam się ani trochę, ani przed, ani w czasie egzaminu. Mieliśmy bowiem wspaniałego wychowawcę, który stworzył znakomitą, rodzinną atmosferę. Na wszelki wypadek miałam natomiast ściągę z matematyki.
- Gdzie ją pani ukryła?
- Mogę to powiedzieć, bo pomysł został dawno opatentowany. Napisałam kilka wzorów drobnym maczkiem na udzie. Nie pamiętam, czy jej użyłam. Miałam też przy sobie typową ściągę harmonijkową.
- Czy pamięta pani temat pisemny z języka polskiego?
- Pisałam zdaje się coś z “Przedwiośnia”.
- Posługiwała się pani cytatami?
- Na pewno, ale żadnego nie pamiętam. Mój Boże, ja w ogóle nie mam głowy do cytatów. Chyba, że “Litwo, Ojczyzno moja”. Zazdroszczę Romkowi Polańskiemu ze studiów, ten miał do tego głowę…
Danuta Ciborowska, poseł na Sejm:
- Maj roku 1966. Zdaje pani egzamin maturalny w Liceum Pedagogicznym w Bartoszycach. Jak pani wspomina to wydarzenie?
- Jako najpiękniejsze wydarzenie w moim życiu! Pod okiem kadry pedagogicznej, którą kierował wspaniały dyrektor liceum Jerzy Korkozowicz, przygotowaliśmy się do matury bardzo staranie. Niezależnie od tego wierzyłam, podobnie jak inne dziewczyny, że pożyczony strój przyniesie mi szczęście. Zamieniłyśmy się więc bluzkami z koleżanką. I szczęście mnie nie opuściło!
- Nawet na matematyce?
- Matematyki się bałam potwornie, więc wykułam kilkanaście zadań na pamięć w nadziei, że na któreś trafię. I trafiłam! Z polskiego nie bałam się wcale a wcale. Zdaje się, że pisałam coś na temat II wojny światowej w literaturze polskiej. Po latach skończyłam filologię polską i zostałam polonistką.
- Czy uczestniczyła pani w egzaminie maturalnym jako członek komisji?
- Niestety, nie! Uczyłam przecież tylko w szkole podstawowej. Natomiast zżarł mi nerwy egzamin maturalny swojego dziecka, syna w II LO. Na szczęście wszystko skończyła się dobrze i mogliśmy, w gronie rodziców uczcić to wydarzenie skromną imprezą…
Zbigniew Babalski, wojewoda warmińsko- mazurski:
- Podobno jutro przystępuje do egzaminu maturalnego pańska córka. Jak to pan przeżywa?
- Jak swój egzamin dojrzałości sprzed lat, w 1972 roku w Technikum Elektronicznym w Olsztynie. Pamiętam, jak oczekiwałem z drżeniem serca, czy trafi mi się pomyślny temat. Nie pamiętam, o czym pisałem, ale egzamin poszedł nieźle. Teraz mogę powiedzieć, że wiele zawdzięczam ówczesnemu poloniście Ryszardowi Langowskiemu. Był wymagający, ale dzięki temu zostaliśmy dobrze przygotowani. Natomiast z matematyki sporządziłem ściągę, ale dobrze nas pilnowano. Nie została użyta.
- Co panu zostało z tych lat?
- Niechęć do pisemnej wypowiedzi, wolę wypowiadać się ustnie. Ale mimo wszystko przed publicznymi wystąpieniami mam tremę.
- Podobno wykręcił się pan ostatnio od nowej matury dla VIP- ów?
- Nie było mnie w Olsztynie! Przebywałem służbowo w Warszawie.
- Zdałby pan?
- Jasne!
- A trema ?
- Bez tremy ani rusz! Moja córka przeżywa te dni spokojniej.
Tadeusz Madeja, aktor Teatru im. Stefana Jaracza:
- Pan zdawał maturę zdaje się, za Stalina?
- Przyznaję, że tak. Składałem egzamin dojrzałości w Lublińcu. A rok wcześniej zdała egzamin przyszła pani premierowa Ludgarda Buzek.
- Jakie to były czasy dla maturzystów?
- Pożądane były cytaty z prac wodza. Żona mi podpowiada, że jeden z tematów na egzaminie pisemnym z języka polskiego dotyczył dziejowej roli Partii na podstawie “Pamiątki z Celulozy”. Na pewno wybrałem inny temat. W tym miejscu chciałbym się nisko pokłonić naszej polonistce, która prowadziła z nami teatr.
- A co z matematyką?
- Wspomnę tylko o egzaminie ustnym. Matma poszła mi jak po grudzie, z dużą pomocą komisji. Pamiętam, że jakimś cudem, wyprowadziłem na tablicy wzór Herona. Ten dzień był prawdziwą męczarnią. W tamtych czasach zdawało się w jednym dniu wszystkie egzaminy ustne.
- Jako aktor, ma pan zapewnie “Wesele” w małym palcu ?
- Wiem, chodzi o to 100- lecie. Grałem w “Weselu” wiele razy, mógłbym być żywą ściągą. Ale kto mnie tam zechce…
Autor artykułu: